Powrót

Przemienienie Pańskie

2023

Droga na szczyt i zdobycie szczytu przemieniają.

Górskie szczyty są różnej wysokości, ale łączy je jedno, ich zdobycie wymaga wysiłku i to nieraz bardzo dużego. Ale gdy się  zdobędzie szczyt, wraca się stamtąd innym, wraca się szczęśliwszym. Droga na szczyt zmienia człowieka. Ze szczytu wszystko widzi się też inaczej, z zupełnie innej perspektywy, jakby człowiek był bliżej nieba i zarazem bardziej oderwany od tego co codzienne i ziemskie.  

Świętujemy dzisiaj Przemienienie Pańskie. Jezus wraz ze swoimi trzema Apostołami udał się na wysoką górę – górę Tabor, aby tam wobec nich przemienić się. Ale ta droga z Jezusem na szczyt i zdobycie tego szczytu, miały również przemienić tych trzech uczniów. Mieli stamtąd wrócić inni, to znaczy mądrzejsi i lepsi, bardziej wierzący w Jezusa jako Boga, lepiej przygotowani na cierpienia i trudy, które będą ich czekały w dalszym życiu.                 

Czas wakacji to często czas podejmowania wypraw w góry. Wielu zna smak wspinania się na górę, smak zmęczenia, który temu wspinaniu towarzyszy, ale i smak wielkiej radości, gdy zdobędzie się szczyt. Niektórzy szukają w górach odpoczynku, a niektórzy właśnie tej przemiany do jakiej wzywa nas dzisiejsze święto. Przemiany serca, myślenia i właściwego spojrzenia na swoje życie. Wiemy, że w góry zabiera się do plecaka tylko to, co najbardziej potrzebne, bo każdy zbędny przedmiot w pewnym momencie zaczyna ciążyć i uwierać. A nieraz nadmierny bagaż może wręcz uniemożliwić zdobycie upragnionego celu, jakim jest wejście na szczyt.

Na drogach naszego codziennego życia jest podobnie. Okazuje się, że większość rzeczy, którymi otaczamy się na co dzień, jest zbędna, a nieraz wręcz zupełnie niepotrzebna. W naszej codziennej wędrówce obrastamy wieloma niepotrzebnymi rzeczami, zajmujemy się wieloma niepotrzebnymi sprawami, co ogromnie utrudnia życiową wędrówkę. Zabiegamy nadmiernie o pieniądze, o dostatek materialny, o wysoki komfort życia, lubimy otaczać się luksusem. Źródłem wielu kryzysów i rozpadów fantastycznych małżeństw i rodzin jest to, że wielu na co dzień zaczęło zabiegać o to, co nie jest w życiu najważniejsze, zaniedbując to co naprawdę ważne i istotne. Praca i pogoń za dobrami materialnymi stała się ważniejsza niż czas spędzany z rodziną, czy odwiedziny chorego krewnego lub przyjaciela. Wspólna wędrówka dla ludzi, którzy kiedyś byli w sobie zakochani i „świata” poza sobą nie widzieli, stała się koszmarem, bo zaczęło brakować tego co najważniejsze: wiary w Boga, wspólnej modlitwy i wzajemnej miłości. Zaczęło brakować nadziei, wierności, uczciwości, ofiarności i prawdy, a pojawiły się grzechy oraz niewierności zarówno wobec Boga, jak i wobec swoich bliskich! Warto więc nieraz wybrać się na szczyt lub w jakieś inne ustronne miejsce, by w ciszy i w bliskości Boga popatrzeć na swoje życie i pomyśleć czego tak naprawdę na co dzień mi potrzeba. Z perspektywy szczytu nawet problemy codziennego życia wydają się mniejsze i mało nieraz istotne.       

Ci trzej Apostołowie, o których dzisiaj mowa w Ewangelii, zeszli z góry Tabor inni niż wtedy, gdy na nią wchodzili. Na górze zobaczyli w Jezusie Boga, Mesjasza, potężnego Pana, z którym watro przebywać. Dlatego na szczycie zawołali w zachwycie: „Panie dobrze, że tu jesteśmy”! Jezus podobnie, jak zaprosił Piotra, Jakuba i Jana na górę Tabor, tak i nas zaprasza na spotkanie ze sobą, szczególnie na Eucharystii. Wielu w każdą niedzielę, niektórzy także w tygodniu podejmuje wysiłek by spotkać się z Jezusem na Mszy świętej. Jakże wielu jest wtedy naprawdę szczęśliwych, i gdy wchodzą do kościoła mówią Jezusowi w sercu: „Panie dobrze, że tu jestem”. Im bardziej człowiek wierzy w Boga, tym bardziej będzie szczęśliwy spotykając się z Jezusem na Mszy świętej i przyjmując Go do swojego serca w Komunii świętej.

Pamiętajmy też i wierzmy mocno, że w czasie każdej Eucharystii Jezus przemienia się wobec nas i objawia się jako Bóg pod postaciami Chleba i Wina. W ten sposób Jezus i dzisiaj pragnie umocnić naszą wiarę w Boga oraz przygotować nas na te chwile i dni trudne, pełen problemów i cierpienia. Jezus pragnie  przemieniać nasze serca i obdarzać nas łaskami, których na co dzień potrzebujemy. Dlatego te spotkania z Jezusem na Eucharystii są tak bardzo ważne! I każde spotkanie z Jezusem, czy to na Eucharystii, czy w świętych Sakramentach, czy na modlitwie, powinno nas też przemieniać! Oby i dzisiaj każdy z nas potrafił szczerze, z głębi serca powiedzieć Jezusowi: Panie dobrze, że tu jestem! Dziękuję Jezu, że mnie zaprosiłeś! Dziękuję, ze mogę się z Tobą spotykać! Amen.

400 lat franciszkanów

 400 lat franciszkanów
w Osiecznej

Franciszkanów - reformatów sprowadzono do Osiecznej 1622 roku. Stało się to dzięki staraniom Adama Olbrachta Przyjemskiego, wielkiego oboźnego koronnego, senatora i późniejszego kasztelana gnieźnieńskiego. Tym aktem fundator wypełnił zobowiązanie testamentalne swej pierwszej małżonki Zofii z Przymułtowic Przyjemskiej. Uroczyste wprowadzenie braci odbyło się 14 sierpnia. Była to pierwsza fundacja reformatów w Wielkopolsce.

800 lat zakonu

1W 1209 roku św. Franciszek z Asyżu założył nowy zakon w Kościele. Siebie i swoich towarzyszy nazywał braćmi mniejszymi (łac. fratres minores) - chciał przez to podkreślić, że ich życie ma polegać nie na wywyższaniu się, ale na świadomym wyborze małości (łac. minoritas), uniżoności.

2Do takiej postawy zachęcał Chrystus w Ewangelii, a Franciszek nakazał w regule praktykować życie w ubóstwie i uniżeniu. Pierwszych zakonników nazywano Pokutnikami z Asyżu, dopiero później przyjęła się nazwa franciszkanie (od imienia św. Franciszka). Do XV wieku istniał jeden zakon franciszkański.

3W wyniku uwarunkowań na tle kulturowym, historycznym, geograficznym oraz na skutek różnic w praktycznym stosowaniu reguły, w XV i XVI w. wyłoniły się istniejące do dzisiaj trzy niezależne zakony franciszkańskie: Zakon Braci Mniejszych Konwentualnych, Zakon Braci Mniejszych i Zakon Braci Mniejszych Kapucynów.

800 lat zakonu